Dorota i Zbigniew

To było podobnie jak w tym kawale „Panie Boże, proszę daj mi wygrać w toto-lotka” – „To do ch…oinki wyślij w końcu ten los” i tak było u mnie… prosiłam, „daj mi dobrego męża..” – "to do ch…oinki zaloguj się w końcu na eDarling” No i stało się!! Zarejestrowałam się na początku października 2012r., ale z pewną dozą nieśmiałości członkostwo opłaciłam dopiero 4.11.2012 ok. godz. 18.00. i opłaciło się ;) Zaczęłam przeglądać wiadomości. Pierwszą jaką odczytałam był uśmiech od Zbysia wysłany tego samego dnia o 17:40. Nie zareagowałam, szukałam dalej „szczęścia”, nie wiedząc, że już je zalazłam.

Po przejrzeniu wszystkich wróciłam do tego pierwszego i jak się później okazało JEDYNEGO (!!!) i to nie tylko jedynego na eDarling, ale jedynego na całe życie... Zbysiu był pierwszą osobą do której zdecydowałam się odpowiedzieć na portalu oraz pierwszą i ostatnią osobą z którą zdecydowałam się spotkać poza portalem.

To był 17 listopad 2012r. Spotkanie choć krótkie to dla obojga emocjonujące. Zbysiu jak to mówił: "od razu dopadła mnie strzała Amora, wyszedłem z kawiarni na miękkich nogach i jeszcze długo błądziłem nie mogąc przypomnieć sobie gdzie zaparkowałem auto". Ja z kolei podchodząc w umówione miejsce już z daleka widząc Zbyszka, czułam że to on, a serce samo wymalowało uśmiech na mojej twarzy. I też po pierwszym spotkaniu wiedziałam że chce się jeszcze z nim spotkać. I zaczęła się jazda jak koleją górską, jakby moje życie trafiło na właściwe tory.

Wspólne randki, wspólne Święta, wspólny Sylwester, wspólne wyjazdy na narty…  i bardzo szybko wspólne planowanie przyszłości. W marcu okazało się że wyjeżdżam w delegację na pół roku do Bieszczad. Nie musiałam długo Zbysia namawiać do zmiany pracy, zatrudnienie w firmie gdzie pracuję i wspólny wyjazd… a Bieszczady to piękne miejsce żeby wziąć ślub.

Dzisiaj jesteśmy już rodziną. Wesele załatwione w 5 tygodni się udało, ślub w dzikim zakątku Bieszczad, w małym drewnianym kościółku… i co najważniejsze czekamy już na dzidziusia! Już niedługo będzie z nami mała Wiktoria. A termin kiedy?  Oczywiście wystrzałowy, jak ostatnio całe nasze życie… na Sylwestra!!! Buuummmm!!!

 

P.S. Serdecznie dziękujemy, zmieniliście nasze życie...

od razu dopadła mnie strzała Amora, wyszedłem z kawiarni na miękkich nogach i jeszcze długo błądziłem nie mogąc przypomnieć sobie gdzie zaparkowałem auto