Monika i Marcin

Monika: Jak tu zacząć? W ogóle nie mam pojęcia… Może po prostu zacznę od tego, że redakcja eDarling zapytała mnie w mailu, czy zechciałabym opisać historię swojej znajomości i podzielić się nią z innymi użytkownikami portalu, którzy także mają nadzieję na znalezienie Prawdziwej Miłości.

Myślę, że to właśnie skłoniło mnie do dalszych przemyśleń i uświadomienia sobie, że Miłość może nas spotkać w różnych okolicznościach i przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie, od tak… Po prostu. I że każdy z nas ma prawo do szczęścia i do tego, aby kochać i być kochanym.


Na portal eDarling trafiłam tak zwyczajnie, przeglądając strony internetowe. Choć tak naprawdę do tego typu portali randkowych podchodzę dość sceptycznie, jednak przełamałam się, pomyślałam sobie: „A co tam, raz się żyje”, ”co mi zależy” i założyłam profil. Muszę przyznać, że nie musiałam długo czekać, dostałam propozycje partnerów, a w mojej skrzynce odbiorczej pojawiły się: maile, uśmiechy, pytania. Byłam nawet na kilku spotkaniach, ale jednak wciąż to nie było to… Czegoś brakowało… Z Marcinem zaczęło się tak normalnie, a jednak inaczej. Najpierw były maile, potem rozmowy za pomocą komunikatorów, aż w końcu przyszedł czas na rozmowy telefoniczne. Muszę przyznać, że gdy usłyszałam Go po raz pierwszy, Jego głos wydał mi się interesujący, inny. Kiedy mówił o sobie i o tym, czym się zajmuje, mówił z taką pasją. Jego ton był spokojny, a jednak wyczuwało się w nim coś tak innego, przejmującego.
Nasze rozmowy telefoniczne stawały się za każdym razem coraz dłuższe i dłuższe a sms-y coraz częstsze i bardziej osobiste. Wtedy to zdałam sobie sprawę, że coraz częściej moje myśli krążyły wokół osoby Marcina, a moje serce mocniej zaczynało bić, gdy w słuchawce słyszałam Jego głos… A przecież ja Go tak naprawdę jeszcze nie znałam, nie widziałam, pomijając fotki, które miał na swoim profilu i filmiki, które przesłał mi na maila z jego udziałem.


Na pierwsze spotkanie musieliśmy troszkę poczekać, gdyż był to okres Świąt Bożego Narodzenia i każde z nas miało już wcześniej ustalone plany. Ja wyjeżdżałam na święta do rodziny, a Marcin na ten czas został w Warszawie. Ale nawet, jeśli nie mogliśmy się spotkać, ze względu na zaistniałe wcześniej okoliczności, przez cały ten czas mieliśmy ze sobą kontakt sms-owy. Nawet wtedy, gdy wracałam nocnym pociągiem do Warszawy, z pierwszego na drugi Dzień Świąt, ponieważ moja praca jest dość specyficzna i wymaga ode mnie dyspozycyjności oraz pewnych wyrzeczeń.
Tamtej nocy nawet przez chwilę nie myślałam i do głowy mi nie przyszło, że Ktoś może zrobić dla mnie coś takiego, co zrobił Marcin. To właśnie było, To Coś, coś wyjątkowego… W jednym z sms-ów zaproponował, że przyjedzie po mnie na Dworzec Centralny tylko po to, aby pomóc mi z bagażami. Ja, nie kryjąc zaskoczenia, zgodziłam się, w sumie nie wiem, dlaczego, może sprawiła to magia Świąt, a może podświadomie już wiedziałam, że będzie to początek czegoś naprawdę wspaniałego, niepowtarzalnego.


Wysiadając z pociągu z drżącym i bijącym jak młot sercem, nagle zobaczyłam Go. Podbiegł do mnie… Przywitaliśmy się i wtedy On chcąc zaprezentować swoją siłę podniósł moją walizkę i wyrwał z niej rączkę… Oboje zaczęliśmy się śmiać. Choć Marcin nie krył swojego zmieszania oznajmił, że teraz to już na pewno mnie nie puści samej, gdyż sobie nie poradzę z popsutym bagażem. Z mojej strony to był dobry pretekst do ponownego spotkania się na kawę lub herbatę w ramach rekompensaty. Od tamtego wydarzenia minęło już troszkę czasu, a my nadal jesteśmy razem. Chociaż w międzyczasie musiałam wyjechać, to wyruszając wciąż miałam mieszane uczucia i biłam się z myślami zadając sobie pytania: czy przetrwamy, czy będziemy sobie bliżsi, czy jednak każde z nas pójdzie w swoją stronę, gdyż nasza znajomość była dopiero na początku drogi, a my już musieliśmy się rozstać. Na szczęście moje obawy okazały się bezpodstawne, bo po powrocie Marcin czekał na mnie. Wiadomo, że nie zawsze jest kolorowo i że zdarzają się miedzy nami kłótnie oraz nieporozumienia, ale najważniejsze i najpiękniejsze jest to, że potrafimy ze sobą rozmawiać, mówić o tym, co nas boli, o swoich uczuciach, obawach i oczekiwaniach.


To Marcin sprawia, że kiedy wracam zmęczona po pracy, wchodzę do domu uśmiechnięta. Trudno to wyjaśnić i zdefiniować, ale przy Nim czuję przypływ dobrej energii i chce mi się żyć pełną parą. To On rozpalił moje serce na nowo, z Nim pragnę spędzać każdą wolną chwilę, być na dobre i na złe… Teraz już na pewno wiem, że: „KOCHAM CIĘ, MARCINIE, I CHCĘ SIĘ Z TOBĄ ZESTARZEĆ”.



Marcin:
Był już prawie następny dzień. Zasnąć przeszkadzały mi myśli o dziewczynie, która z daleka gdzieś sprawiła, że coś, czego już dawno nie czułem i o czym chciałem zapomnieć, zaczęło się z całych sił domagać, by zostało wysłuchane. W końcu zasnąłem z uśmiechem na ustach, bo cieszyłem się chwilą; cieszyłem się, że ona sprawiła, że ten uśmiech się pojawił. Chwila minęła i myślałem, że zostało tylko piękne wspomnienie, lecz wieczorem znowu pisaliśmy do siebie i w końcu usłyszałem jej głos.  Rozmawialiśmy długo. Nie wiedziałem, jak ona to robi, że mówię jej to, czego bałem się przyznać przed sobą samym. Już kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy. Potem rozmawialiśmy jeszcze dłużej, ale myślałem, że to będzie nasza ostatnia rozmowa. Że to wszystko jest takie trudne do pogodzenia. Jednak nie była. Ona do mnie napisała. Nie mogłem się doczekać, aż ją zobaczę, chociaż nie wiedziałem, czy to kiedykolwiek nastąpi. Kiedy ona była daleko, czekałem. Dzwoniliśmy do siebie i pisaliśmy. Czekałem i kiedy wracała, w środku nocy czekałem na nią na peronie tylko po to, żeby ją zobaczyć. Pod pretekstem zaniesienia walizki do domu, której rączkę urwałem już na samym początku. Chyba z wrażenia. I ze szczęścia.


Miała w oczach taki blask i taką radość życia, że nie mogłem myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, że chciałbym ją bardzo mocno przytulić. Była jakby z innego świata, nie tego mojego. Ale wiedziałem, że ona może wiele zmienić, że ma taką moc. Że ktoś lub coś tą moc jej dało i coś ją chroni. Coś ją prowadzi. Tak jak mnie. Do niej… W środku nocy, gdy już pożegnałem ją przy jej drzwiach, siedziałem na oblodzonej ławce koło przystanku, czekając na spóźnioną taksówkę. Nie czułem zimna. Czułem tylko, że ta niezwykła dziewczyna skradła mi serce ciepłem swoich słów i blaskiem swoich oczu. Tamtej nocy już nie zasnąłem. Myślałem tylko o niej.


Nie mogłem się powstrzymać przed zobaczeniem jej następnego dnia. Pojechałem do niej, kiedy kończyła pracę. Zaprosiła mnie na herbatę i choć siedziałem daleko, moje myśli były rozproszone. Myślałem tylko, że chcę być blisko niej. Sama dała mi do tego powód. Spytała, czy umiem robić masaż, bo bolą ją plecy. Zamiast masażu dostała… moje objęcia i wyznanie, że już dawno chciałem to zrobić; już kiedy usłyszałem ją pierwszy raz. A ona to wszystko odwzajemniła. Dziś Monika wciąż ma ten sam błysk w oku. Wciąż jej uśmiech sprawia, że słońce dla mnie świeci nawet w ciemną noc. Ma wielką moc. A może nawet większą, bo wie, że ją kocham. A ja już wiem, że ona kocha mnie.

 

Monika wciąż ma ten sam błysk w oku. Wciąż jej uśmiech sprawia, że słońce dla mnie świeci nawet w ciemną noc. Ma wielką moc. A może nawet większą, bo wie, że ją kocham. A ja już wiem, że ona kocha mnie.