Emilia i Łukasz

Luty 2011. Zaczęło się od przesłania nieśmiałego uśmiechu do Emilki, ona odwzajemniła go bardzo szybko, bo już tego samego dnia, lecz w związku z wykonywanym przeze mnie zawodem (jestem kierowcą, wtedy jeździłem po Europie) nie zdążyłem zobaczyć odpowiedzi od niej, ponieważ wyjechałem w trasę na dwa tygodnie.

Jak tylko wróciłem, sprawdziłem pocztę i JEST, odwzajemniła uśmiech, ale spojrzałem kiedy i zmartwiłem się, bo to było już dwa tygodnie temu, pomyślałem sobie że już pewnie zapomniała o mnie, ale postanowiłem wysłać wiadomość, może jeszcze nie wszystko stracone.

Napisałem krótką wiadomość, oficjalnym tonem, stremowany i pełen nadziei, jest, Emilka odpowiedziała całkiem obiecująco więc zaczęła się wymiana maili, taka bardzo ostrożna, asekuracyjna. Jak się później okazało jak tylko wracaliśmy do swoich domów po pracy biegliśmy migiem do komputera po to żeby sprawdzić czy jest mail. Po dwóch dniach postanowiłem przenieść rozmowę na komunikator i spróbować rozmowy w pewien sposób, "na żywo". Zależało mi na tym ponieważ szykował mi się kolejny wyjazd służbowy i nie wytrzymałbym kolejnej dwutygodniowej przerwy. Podałem jej swój numer komunikatora, Emilka podała mi swój....


Zagadałem w sobotę wieczorem, najpierw nieśmiało a potem nasza rozmowa już  na dobre rozkręciła się. Rozmawialiśmy o przeróżnych rzeczach, naszych upodobaniach, magicznych miejscach na świecie, no o wszystkim dosłownie. Od razu miałem wrażenie że rozmawiam z kimś z kim się znam 
ze sto lat. Rozmowa nabrała takiego tempa że ani spostrzegłem się a była już bardzo późna noc, a przecież rano wyjeżdżałem. Rozmowa była pełna emocji, chwil wzniosłych i pięknych, zgadzaliśmy się w bardzo wielu kwestiach. Później okazało się że oboje mieliśmy już pewność że to to, że to strzał w dziesiątkę. W związku z tym że nazajutrz rano wyjeżdżałem zaproponowałem kontakt smsowy- fajnie będzie popisać ze sobą już swobodnie i o każdej porze dnia i nocy. Na rozmowach, przez smsy minęły nam kolejne 2 tygodnie, po których mieliśmy się spotkać na żywo i po raz pierwszy  zobaczyć się i usłyszeć- bo przez te 2 tygodnie nie dzwoniliśmy do siebie, tylko smsy. Całe mnóstwo smsów, po 80-100 dziennie.
W dniu spotkania wracałem z pracy, wszystko było na ostatnią chwilę bo jeszcze wynikły jakieś problemy po drodze, ostatecznie udało się wrócić no i oczywiście nie spóźnić. Przyjechałem punktualnie pod jej dom, z wielkim bukietem kwiatów, stremowany gorzej niż na jakimś egzaminie, mokre trzęsące się ręce, no wiecie jak to jest...


Dzwonek do furtki... Wychodzi ona, ślicznie umalowana, uczesana, olśniewająca ale zdenerwowana chyba jeszcze bardziej niż ja, bo widać było że bardzo stara się ukryć nerwy. Tutaj troszkę humoru, nerwy Emilce chyba na chwilę puściły, bo prawie wyrwała mi kwiaty i niemalże uciekła do domu :), ona utrzymuje że chciała wsadzić kwiaty do wazonu, i poszła to zrobić, mi to jednak nie wyglądało na spokojny chód, ale co tam. Byłem co prawda zbity z tropu, pomyślałem sobie, przestraszyła się mnie, pewnie już nie wróci, i tak stałem jak tak gapa w furtce, ale wyjrzała z  drzwi i zaprosiła do środka, po czym ubrała się i wyszliśmy na zewnątrz, (mieliśmy pojechać do jakiejś knajpki, pogadać na neutralnym terenie) cali w nerwach, i wtedy rzuciliśmy się sobie w ramiona- wtedy wszystkie nerwy odleciały jak ręką odjął. Tego dnia nie mogliśmy się sobą nacieszyć, rozmawialiśmy, śmialiśmy  się, wymienialiśmy poglądy, spacerowaliśmy po uśpionej warszawie aż do 4 nad ranem. Nazajutrz i w kolejne wieczory spędzone razem nie mogliśmy  się od siebie odczepić, nie mogliśmy się rozstać, siedzieliśmy w aucie pod jej domem wiele godzin. To było piękne.

Miesiące szybko mijały, ja w pracy na wyjazdach, ona tu w Polsce, żarliwość naszego kontaktu nie ustawała. Widywaliśmy się co jakieś 2-3 tygodnie kiedy wracałem do kraju. Jednak rozstania coraz bardziej nas bolały i stawały się trudniejsze. Zadecydowałem że skończę z wyjazdami 
bo przez nie oboje cierpimy. I tak się stało.

Spędziliśmy wspólnie piękne wakacje, oraz każdą wolną chwilę. Ja założyłem własną firmę i sam sobie jestem szefem, dzięki czemu nikt mi nie mówi czy mam wolne czy nie. W październiku postanowiłem zrobić ten krok i poprosić ją o rękę- po co zwlekać latami, jak już od dawna ma się pewność. Obecnie jesteśmy szczęśliwym narzeczeństwem, z wielkimi planami na przyszłość. Wierzę że wszystkie co do jednego uda się zrealizować, bo jesteśmy ze sobą i wzajemnie wspieramy się. Kocham moją Emilkę. Łukasz :*

Dziękuję zespołowi eDarling, bez Was nasze szczęście nie nastąpiłoby.
 

Dziękuję zespołowi eDarling, bez Was nasze szczęście nie nastąpiłoby.