Ania i Adam

Mój cel był jasny i klarowny. Na pewno nie chciałem znajomości tzw. „pobieżnej”, „dochodzącej”. Chciałem kogoś na całe życie. Mimo, że mam 45 lat, dalej wierzę w miłość, w rodzinę, w szczere oddanie.

Mam na imię Adam. Moje ostatnie  małżeństwo, mimo że zakończone upokorzeniem i bólem, nie pozbawiło mnie wrodzonego optymizmu i pragnienia dzielenia życia z drugą osobą. Kolega podsunął mi portal randkowy eDarling.

Chce dawać, bo wiem, że dawanie może sprawiać dużo radości, ale nie chciałbym  być wykorzystywany, a tak zdaje się było w moim poprzednim związku.

Sytuacja jest  utrudniona o tyle, że jestem kierowcą międzynarodowym. Ale wiem, że mimo to można jak się bardzo chce, utrzymać miłość w takiej sytuacji życiowej. Poza tym byłem i jestem otwarty na zmiany.

Anię dostrzegłem na eDarling w grudniu, miesiąc po zalogowaniu. Na zdjęciu patrzyła w dal, była smutna, czy zamyślona. „Dobrze jej z oczu patrzy, kliknij” – powiedziała moja mama, która gościła u mnie na święta. Nie wiedziała, że ja już to zrobiłem. Pierwszy raz skontaktowałem się z nią, zdaje się 25 grudnia. Gdy napisałem jej, że jeżdżę po całej Europie DAFem, spytała się czy może jechać w taką trasę ze mną. Odpisałem: „na koniec świata i kilometr dalej Aniu”.

Na pierwszą randkę umówiliśmy się 31 grudnia. Ania była ostrożna. Randka miała trwać góra dwie godziny. Nic nie planowaliśmy. Po drodze, na starym mieście w Gdańsku  zatrzymaliśmy się w małej knajpce, w której  były wolne miejsca. Przytulnie, sympatycznie. Trochę odstawaliśmy „pokoleniowo” od pozostałych gości, ale tak się rozgadaliśmy, że tego nawet nie zauważaliśmy tak bardzo.


Ponieważ był Sylwester, to była zabawa, konkursy. Pierwszy konkurs: która z pań wypije najwięcej piwa. Ania pokonała resztę uczestniczek z kretesem. „Ta kobieta, mimo tego, co przeszła, jest do tańca i do różańca” zaświtało mi w głowie. Rozstaliśmy się nad ranem, już w Nowym 2013 roku.

Do tej knajpki w której spędziliśmy naszą pierwszą randkę i Sylwestra mamy zamiar zawitać po roku naszej znajomości a to już niedługo, bo za 2 miesiące. Dziesięć miesięcy naszej znajomości minęły jak z bicza strzelił. Od prawie 5 miesięcy mieszkamy razem, planujemy ślub.

Nie tak dawno Ania pojechała ze mną moim  40 tonowym DAFEm w podróż po Europie. Byliśmy razem w mojej ciężarówce 11 dni, które jeszcze bardziej zbliżyły nas do siebie.Moja Ania wyśmienicie czuje się  „na salonach” , ale też potrafi znaleźć dobre strony w przebywaniu  w skromnej  chatce.


Dzisiejsze czasy są trudne i niepewne. Mnóstwo  związków się rozpada, inne przeżywają kryzysy.
Na pewno i nas nie miną trudności, ciągle się docieramy. Moja miłość już przyszła i chcę by trwała i trwała i trwała….innej opcji nie widzę :)

 

Adam

Moja miłość już przyszła i chcę by trwała i trwała i trwała…

 

To też może Cię zainteresować: