Monika i Sebastian

Pozamykać wszystkie stare tematy, wrzucić na luz i zacząć od nowa, ze spokojem, z dystansem do siebie i wiarą, że wszystko co nas spotyka ma sens i nie ma przypadków... Pewnej soboty - bardzo spontanicznie postanowiłam założyć konto, skrupulatnie wypełniłam profil oraz test i z dużą dawką dobrego humoru zamieściłam zdjęcie w czerwonej sukience. W głowie miałam echo słów koleżanki: "Spróbuj, gwarantuję, że dziesiątka randka zakończy się sukcesem".

Oczywiście sukienka zrobiła furorę, pisało wielu, ale czułam zawsze dystans, dopóki nie napisał Sebastian. Inteligentny, żartobliwy tekst, delikatny i nienarzucający.... Intuicyjnie poczułam ulgę. Pisaliśmy do siebie intensywnie tydzień czasu, bawiliśmy się słowami, grypsowaliśmy, odbijaliśmy piłeczkę. Na pierwsze spotkanie Sebastian ubrał białą koszulę i sportową marynarkę, zrobił wrażenie: wysoki szatyn, szlachetne bokobrody i powaga. Pamiętam każdy szczegół tego spotkania. Potem były spotkania co drugi dzień, z czasem codziennie.

 

Byliśmy tak szczęśliwi, czuliśmy, że nasze spotkanie jest darem, że mogło się nie wydarzyć. A potem przyszła wiosna z wraz z nią wspólne przejażdżki na motorze, spacery, pragnienia, plany i po czterech i pół miesiąca zamieszkaliśmy ze sobą. W sierpniu 2013 Sebastian poprosił mnie o rękę, a teraz planujemy ślub.


Czy to był przypadek, że jesteśmy razem?  Bóg i my wiemy, że nie. Jeszcze jedno - koleżanka nie miała racji, nie dziesiąty kandydat, ale pierwszy był tym właściwym...

 

W sierpniu 2013 Sebastian poprosił mnie o rękę, a teraz planujemy ślub.