Magda i Mateusz

Nasza znajomość mogła zakończyć się równie szybko jak się zaczęła…

To była niedziela a dokładnie 03.04.2011 r… Jeżeli  chodziło  o  przesiadywanie  na  eDarling,  to  byłem  stroną  raczej  bierną.  Nie zaprzeczam,  że  nie  lubiłem  przeglądać  sobie  propozycji  ewentualnych  partnerek oferowanych przez system, ale korzystałem z portalu już ponad 2 miesiące i gdzieś ta  początkowa  fascynacja  zaczęła  trochę  opadać.  W  zasadzie  to  czekałem  na zaczepkę ze strony przeciwnej. 


Właśnie  owego  dnia  zajrzałem  do  swojego  konta.  Kilka  dni  wcześniej  dostałem uśmiech od pewnej, interesującej Pani Magdaleny. Kobieta na pierwszy rzut oka nie była  w  moim  guście,  w  dodatku  blondynka,  ale  za  to  bardzo  ładna.  Jednak najważniejsze było to, że jej osobowość cechowała się wartościami, które mocno do mnie  przemawiały.  Bez  wahania  odwzajemniłem  uśmiech  i  zadałem  jej  pięć  pytań. Odpowiedzi  były  tak  trafne,  że  od  razu  podałem  Pani  Magdzie  wszystkie  możliwe kontakty  do  siebie.  Argumentowałem  to  tym,  iż  eDarling  jest  tylko  sposobem  na znalezienie osoby o bliskich nam wartościach, a komunikatory i osobisty e-mail są o wiele  łatwiejszą  formą  komunikacji.  Jeszcze  tego  samego  dnia,  późnym  wieczorem otrzymałem wiadomość zwrotną. 


Od tamtej pory tak nas wciągnęło, że spędzaliśmy „ze sobą” (na popularnym komunikatorze) po kilka godzin dziennie. Po przyjściu z pracy potrafiliśmy siedzieć po 5 lub 6 godzin, rozmawiając szczerze na przeróżne tematy. Kilka z nich doprowadziło prawie do rezygnacji z utrzymywania dalszej znajomości, ale niezwykłą zaletą Magdy była umiejętność tłumaczenia mi tych wszystkich spornych tematów, co powodowało że dalej kontynuowaliśmy nasze rozmowy. 


Konwersowaliśmy ze sobą od ponad miesiąca, aż w końcu postanowiliśmy się zobaczyć  i  pogadać  „na  żywo”.  Pierwsze  spotkanie,  pierwsze  rozmowy  w  cztery oczy…  Nie  zawsze  o  wiele  prostsze,  internetowe  pogawędki  mają  swoje odzwierciedlenie  w  realu,  ale  nam  dialogowało  się  bardzo  dobrze.  To  była  nasza pierwsza  randka,  w  dodatku  w  nietypowym  miejscu,  bo  w  kościele  –  to  był  Wielki Piątek.  Po  nabożeństwie  okazało  się,  że  do  pociągu  zostało  mi  tylko  5  minut. Zmierzaliśmy  już  w  kierunku  dworca  kiedy  Magda  zapytała  się,  czy  nie  chciałbym pójść na spacer. Zgodziłem się, w zasadzie sam tego bardzo chciałem. To był nasz pierwszy wspólny romantyczny spacer uroczym bulwarem w Gdyni. 


W związku z tym, że zbliżała się majówka, postanowiłem zaprosić Magdalenę na  weekend  –  najpierw  do  Szczecina  a  później  do  Połczyna  Zdrój,  do  moich przyjaciół.  Przed  wyjazdem  spotkaliśmy  się  raz  jeszcze,  tym  razem  poznałem przyjaciół  Magdy.  Jak  sama  później  powiedziała,  bała  się  trochę  tego  wypadu  i  potrzebowała  akceptacji  bliskich  jej  osób.  Tak  naprawdę  mogłem  okazać  się seryjnym mordercą…
 
Jeszcze  w  Szczecinie  wszystko  było  ok.  Jednak  kiedy  pojechaliśmy  do Połczyna  i  znaleźliśmy  się  pomiędzy  grupą  moich  znajomych,  automatycznie pozostawiłem  Magdę  samą.  Zająłem  się  własnymi  sprawami,  myśląc  że  Magda znakomicie odnajdzie się w tym towarzystwie i bez problemu znajdzie z nimi wspólny język. Wytrzymała,  ale  tylko  dzięki  życzliwości  i  dobroci  moich  przyjaciół,  którzy  nie pozwolili,  aby  czuła  się  obco. Tamtej nocy, po  zakończeniu  imprezy,  długo  ze  sobą rozmawialiśmy  i  w  rezultacie  doszliśmy  do  wspólnego  wniosku,  że  tak  naprawdę może i byłoby inaczej, ale między nami nie było chemii, tak potrzebnej do bliższego kontaktu  i  zainteresowania  drugą  osobą.  Chociaż  to  i  tak  żadne  wytłumaczenie,  po prostu  zachowałem  się  jak  pajac  i  frajer.  Następnego  dnia  oczywiście  próbowałem jakoś to wszystko naprawić, ale zupełnie mi nie wychodziło. 


Magda wróciła do Gdyni. Kiedy się żegnaliśmy, to w sumie nie wiedziałem czy dalej będziemy się kontaktować, chociaż coś mówiło mi że tak… Pomimo  tej  niefajnej  dla  Madzi  majówki  i  myśli  przechodzących  przez  nasze głowy,  aby  zakończyć  tę  znajomość,  jakaś  siła  ciągle  nas  do  siebie  pchała  i  nie pozwalała  zerwać  nam  ze  sobą  kontaktu.  W  gruncie  rzeczy  tylko  czekaliśmy  na  to, żeby znowu ze sobą pogadać. Właściwie to nadal codziennie spędzaliśmy mnóstwo czasu przed komputerami i telefonami w ręku, rozmawiając i wciąż siebie poznając. Tłumaczyliśmy  sobie  wszystko  szczerze,  bo  tylko  w  ten  sposób  ze  sobą rozmawiamy. Ale mimo to od majówki nie widzieliśmy się przez około 1,5 miesiąca. Skutecznie  zawsze  coś  mi  wypadało  i  nie  mogłem  przyjechać  w  odwiedziny  do Madzi.  Jednak  w  końcu  się  udało.  Spędziliśmy  przeuroczy  weekend  z  masą niezapomnianych wycieczek. Świetnie się wtedy bawiliśmy i bardzo dobrze czuliśmy w swoim towarzystwie. Ale pomimo tego chemii jak nie było wcześniej, tak i nie było wtedy. W zasadzie to oboje myśleliśmy, że będziemy dobrymi przyjaciółmi, w co tak naprawdę  nie  wierzę.  Uważam,  że  między  kobietą  a  mężczyzną  nie  istnieje przyjaźń, w której żadna ze stron nie chce czegoś więcej. 


Olbrzymie  znaczenie  w  naszych  kontaktach  miał  mój  powrót  w  rodzinne strony.  Przeprowadzka  do  Gdyni  i  rozpoczęcie  nowej  pracy  pozwoliła  nam  na częstsze spotykanie się. Widzieliśmy się kilka razy, aż w końcu któryś z weekendów obrócił nasze relacje o 180 stopni. W sumie to pomogło nam wino, które smakowało nie  najlepiej,  a  w  dodatku  pite  w  plenerze  nie  było  czymś  romantycznym. Wracając do  domu  ze  spaceru  Magda  nabrała  odwagi  i  złapała  mnie  pierwszy  raz  za  rękę. Powiedziała wtedy, że albo weźmie sprawy w swoje ręce albo nigdy nie przełamiemy bariery. Nie opierałem się zbytnio, aczkolwiek sam bym tego raczej nigdy nie zrobił. Od tamtego pamiętnego wieczoru kroczymy wspólną ścieżką, idąc razem za rękę… 


W chwili  obecnej  planujemy  nasz  ślub,  zamierzamy  pobrać  się  w  przyszłym roku w maju ;). Najśmieszniejsze jest to, że kiedy opuszczaliśmy naszą noclegownię w  Połczynie  Zdrój  (wyżej  opisana  majówka),  oznajmiłem  właścicielce  na  odchodne, że  Magda  na  bank  zostanie  moją  żoną.  O  dziwo  powiedziałem  to  z  największym przekonaniem,  a  kiedy  teraz  to  wspominamy,  Magda  śmieje  się,  że  mówiłem o najbardziej nieprawdopodobnych rzeczach. Pomyślała sobie wtedy: – Co za kretyn!? Wygaduje takie głupoty! Fajne jest też to, że wszyscy pytali się nas, jak się poznaliśmy. Bo w sumie to: jedni  powiedzą,  że  duży  zbieg  okoliczności,  ale  my  wolimy  zwalić  to  na  opatrzność Boską.  Ja  właściwie  w  tamtym  czasie  mieszkałem  w  Szczecinie  a  pracowałem  w delegacji  w  Olecku,  niedaleko  Suwałk.  Na  swoim profilu  ustawiłem, aby  system  przedstawiający  właściwe  partnerki  dla  mnie,  wyszukiwał  ich  z  okolic Szczecina. Powodem, dzięki któremu Madzia uzyskała dostęp do mojej sylwetki, było wpisanie przeze mnie adresu zameldowania z Lęborka. Magda zaś również zupełnie przypadkowo  zaznaczyła  wiek  potencjalnych  partnerów  –  od  25  lat  oraz  znaczną odległość  od  jej  miejsca  zamieszkania.  Te  wszystkie  nieznaczne  rzeczy  miały decydujące znaczenie. Madzia szukała faceta starszego od siebie, w pełni dojrzałego i  wiedzącego  czego  chce  w  życiu.  Znajomi  dziwili  się  jak  to  możliwe,  że  poznałem dziewczynę  z  Gdyni,  pracując  na  wschodzie  Polski  a  mieszkając  w  Szczecinie.  No ale jak widać łatwo było to wytłumaczyć.
Jakie wnioski wysuwają się z historii naszego związania się…


Najistotniejsze  jest to,  że  jeśli  nawet  między  dwojgiem  ludzi  nie  ma  chemii, (która oczywiście jest bardzo istotna w relacjach intymnych) to tak naprawdę jeden mały gest czułości może obudzić w człowieku wielkie pożądanie. Jak to ładnie ubrała Madzia w słowa – „niesamowita siła nas przy sobie trzyma... Żadne z nas do siebie nie było przekonane, żadne z nas nie jest w drugiego guście, a w obojgu są pokłady miłości i uczucia, które wybuchły po przełamaniu bariery fizyczności... Niesamowite.” Po drugie fajnie jest kiedy poznaje się drugą osobę w etapowy sposób, ucząc się jej powoli.  W  zasadzie  to  człowiek  tak  naprawdę  nie  wie,  że  rośnie  w  nim  niezwykle silne uczucie, które później eksploduje. Bo do dojrzałej miłości, to trzeba dojrzeć. Na  koniec  potwierdzamy  regułę,  że  warto  korzystać  z  takich  portali  randkowych  jak eDarling,  ponieważ  w  dzisiejszym  szybkim  życiu  i  natłoku  pracy  nie  wszyscy  mają czas na to, żeby znajdować osoby o pięknych dla nas wartościach w inny sposób. 
 

Na koniec potwierdzamy regułę, że warto korzystać z takich portali randkowych jak eDarling, ponieważ w dzisiejszym szybkim życiu i natłoku pracy nie wszyscy mają czas na to, żeby znajdować osoby o pięknych dla nas wartościach w inny sposób.